Zero; niebezpieczne sztuczki

„Każdy normalny człowiek, który ma trochę oleju w głowie, wie, że tzw „globalne ocieplenie” to sciema”.

To nie moja myśl.

To skopiowany i wklejony fragment komentarza zamieszczonego na fejsbuku pod postem o zmianach klimatycznych.

Merytoryczna wartość tej opinii jest zerowa, ale to nie jest żadna pociecha, bo z zerem wygrać się nie da.

Zero jest znane z kuglarskich sztuczek w matematyce i w życiu codziennym. Samo w sobie jest niczym, lecz do czegoś innego dodane nadaje impet i pokazuje, kto tu rządzi.

Tak, zero jest niczym, ale działa w taki sposób, że im więcej niczego, tym więcej czegoś.

Jeśli mi nie wierzycie, zapytajcie księgowych albo sprawdźcie, jak to działa na kontach bankowych.

We wspomnianym komentarzu zero przebrało się za „normalnego człowieka, który ma trochę oleju w głowie”.

Tym samym – jeśli spróbujesz pominąć zero – zostajesz automatycznie uznany za nienormalnego pustogłowca – bezolejowca.

Zero potrafi nas podejść!

Zero wie, że może bezkarnie szukać zaczepki, gdy sprytnie i bezczelnie zdefiniowało normalność.

Jeśli ktoś chciałby wyrazić przeciwny pogląd (oparty dla odmiany nie na oleju lecz na szarych komórkach), musiałby go najpierw podzielić przez zero, co jest przecież surowo wzbronione.

W taki oto sposób potencjalnie wartościowa dyskusja o wiszącej nad nami katastrofie pod wpływem zera przekształciła się w serię zaprzeczeń, złagodzeń i uzgodnień, kończących się konkluzją, że nie ma powodu do paniki, ponieważ: „Zmiany klimatu to hasło służące wyłudzaniu pieniędzy”, a my wszyscy musimy tylko „trochę bardziej uważać”.

No i masz babo placek, na owym rozum zastępującym oleju wysmażony!

Uważać na co?

Na co?!

Ja radzę wam uważać na takie opinie o zerowej wartości, które mają tę paskudną właściwość, że przyczepiają się jak rzep do psiego ogona i gaszą światło w zwojach mózgowych.

Zero lubi się przyssać chyłkiem, a gdy już się rozpanoszy i nadmie, trudno się go pozbyć bez poczucia dyskomfortu. Wymazanie zera uważa się bowiem – intuicyjnie – za stratę (sprawdźcie, co się stanie, gdy z paska wypłaty zniknie zero).

Żarty żartami, ale praktykowanie gorliwego negowania nauki czy też historii (zwanego też, co mi się średnio podoba, denializmem) staje się modne. W oświeconych czasach, nie do końca jeszcze minionych, negacjonista (denialista) był uważany za przymglonego umysłowo dziwaka, prowokatora-zadymiarza albo złośliwego szkodnika, i odpowiednio do tego traktowany.

Ale coraz częściej taki ktoś może mieć poczucie, że jest częścią chóru, gdzie każdy kolejny głos dodaje wartości pozostałym. Zero do zera i świat nam głupieje w postępie wykładniczym.

A zza węgła wygląda i łapska zaciera z uciechy zapaść edukacyjna, bo nigdy nie jest na tyle źle, żeby nie mogło być gorzej. Ja już wam tutaj o reformie-deformie przynudzać nie zamierzam, bo to niczego nie zmieni. Był czas na protesty i protesty przeciwko protestom, teraz przyszła pora ponieść konsekwencje.

W tym miejscu pragnę przekazać wyrazy współczucia dla tych, którzy nie dostali się do żadnej szkoły średniej oraz dla tych, którzy się dostali tam, gdzie nie chcieli. Andrzej Stanisławek, który sam się zdymisjonował z funkcji wiceministra nauki i szkolnictwa, radził wam, żebyście szukali sobie szkół poza Polską, skoro w kraju nie starczy miejsc. Bardzo śmieszne.

Nie dostaliście się do dobrej szkoły?

„W każdej można się uczyć. Można się nawet w domu uczyć, jak się chce” – błysnął myślą senator Bonkowski.

Ja dodam od siebie, że możesz się też nigdzie nie uczyć, tylko robić „kopiuj-wklej” i to wcale nie wyklucza, że w przyszłości zostaniesz ważnym politykiem bądź też cenionym literatem. Może nawet powierzą ci reformowanie szkolnictwa!

Ja natomiast mam pomysł na reformę po reformie.

Wiecie, co mnie zainspirowało? Otóż dyrektor jednej ze szkół średnich w Przasnyszu powiedział, że zwiększenie liczby uczniów w klasie do trzydziestu czterech nie przyniesie uszczerbku dla jakości nauczania.

No skoro tak, to zwiększenie jej do trzech tysięcy (przybliżona liczba młodych ludzi, dla których nie starczyło miejsc) też nie będzie problemem.

Taka klasa mogłaby się spotykać na jakimś stadionie i tam, bez uszczerbku dla poziomu, czegoś się uczyć. Na przykład dzielenia przez zero bez uszczerbku dla matematyki.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 22 lipca 2017 r.

Reklamy