Niestety

A pani to niestety musi mieć we wszystkim własne zdanie

Pewnego razu w Olsztynie widziano żółtego busa, który wykonywał idiotyczne manewry, choć droga przed nim biegła w sposób prosty i oczywisty. Auto skosiło latarnię, po czym zatrzymało się na chwilę. Widziano, jak kierujący przesiadł się na fotel pasażera. Jednocześnie obecny w busie pasażer zmienił miejsce siedzenia i tym samym został kierującym. Zmiana taka, choć w założeniu radykalna, na niewiele się zdała; samochód nadal jechał wężykiem, aż się zatrzymał gwałtownie, uderzając w znak drogowy. Obaj panowie byli bowiem pijani, a nie było nikogo trzeciego, kto by w tym żółtym aucie używał mózgu.

Uznałam to zdarzenie za świetną metaforę mojego biednego państwa, na którym obywatele wieszają psy, zamiast wymienić kierujących. Państwo moje sunie wężykiem – od święta do święta, od obchodów do obchodów – tak naprawdę nie wiadomo dokąd i którędy. Niby przesiada się jeden z drugim, raz dzierży kierownicę ten, raz tamten, ale kto by to nie był, ciągle zatacza się i błądzi, a po drodze co i raz coś skosi: a to finanse publiczne, a to szkolnictwo, a to służbę zdrowia, a wreszcie rozjedzie konstytucję.

Wszyscy pijani? Cóż, tak jest, niestety. Odurzeni pychą, pijani chciwością, a nade wszystko opici jak bąki ideologią, której nikt nawet nie próbuje podawać w wątpliwość, bo podawanie czegokolwiek w wątpliwość prowadzi do wytrzeźwienia, a to boli.

Niedługo wybory, ten zaprzęg na chwilę się zatrzyma, żeby pasażer przesiadł się na miejsce kierowcy i na odwrót. Chyba że większość uzna, iż kierowca jeszcze jest zdolny podejmować decyzje, ale tu tkwi słabość nasza, że procedury demokratyczne nie badają trzeźwości, a innych zastosować się nie da. Zresztą inne są jeszcze gorsze.

Tu, na prowincji, cokolwiek zdecydujemy, mamy wybór tylko między kierowcą z PSL a zmiennikiem z PiS, zatem rychło wszystko wróci do normy, czyli do jazdy wężykiem od święta do święta, od pomnika do pomnika, od rocznicy do rocznicy, a po drodze ktoś coś skosi – już to następną puszczę, już to ochronę środowiska i wszystko, co stanie na drodze ideologii, bo ideologia, czyli Słowo Bełkotliwie Międlone, nie musi być nawet zrozumiałe, musi być tylko wprowadzone z życie, obojętnie jakim kosztem.

Uważam, że ideologie, którymi odurzają się kierujący, nie są częścią boskiego planu, tylko skutkiem ubocznym przemiany materii niektórych osobników ludzkiej rasy. Siedzi taki osobnik, je, pije, wydziela pot, wydala, a przy okazji produkuje… myśli. Gdy wyprodukuje jakąś szczególnie, za przeproszeniem, błyskotliwą, wysyła ją okólnikiem w świat, aby się pomnażała w głowach innych osobników z tej samej partii.

Więc – jakby na to nie spojrzeć – decyzje o tym, dokąd nasza karawana zmierza, są napędzane miazmatami. Nie ma bowiem na świecie mądrych myśli ani słusznych przekonań, które by wystarczyły na dłużej niż jedna wymiana zdań. Wszystkie są obarczone poważnymi błędami poznawczymi, które winny zostać skorygowane i uśrednione za pomocą myśli przeciwstawnych. Musi być ktoś, kto zawoła „sprawdzam!”, i naprawdę sprawdzi, i go za to nie posadzą i nie zabiją.

Ergo im słabsza opozycja, tym nasz kierowca bardziej pijany. I tak dalej.

Ostatnio słyszałam, jak władza (lokalna) wzywała obywateli tymi oto słowy: „Zaufajcie nam”. I widziałam, jak obywatele kiwają głowami, że owszem są gotowi zaufać. A sprawa jak w sam raz dotyczyła ich zdrowia i życia, a oni sobie tam siedzieli i kiwali głowami, klaszcząc.

Ja się tym obywatelom tak straszliwie dziwię, tak mnie ich uległość szokuje, że muszę zażyć antydepresanty, żeby przetrwać kolejny dzień. Bo o depresję najłatwiej w sytuacjach absolutnej bezsilności, której ja właśnie doświadczam po próbie merytorycznej komunikacji z tymi, którzy trzymają kierownicę..

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 7 sierpnia 2018 r.

Reklamy