Bez polityki (dla odmiany)

W którymś z poprzednich felietonów twierdziłam, iż nie jest możliwe, żeby odbyć zupełnie apolityczną, pozbawioną podtekstów pogawędkę, bo o czym by się nie zaczęło ględzić, polityka znajdzie szczelinę, żeby się wcisnąć do konwersacji. Ale to nie jest prawda. Mam wszak przed samym nosem kompletnie apolityczny wycinek rzeczywistości, o którym mogę napisać. Jeśli się postaram, to nawet się dziś nie otrę o politykę. (Przecież musi być od czasu do czasu jakiś przerywnik, żeby się nie dać w całości wessać politycznej czarnej dziurze wypełnionej złorzeczeniami onych na tamtych drugich i na wzajem.

No, spróbuję.

O piątej jest to zaledwie delikatne skrobanie. Jakby jednym pazurkiem o deskę, dla zasady. Zasada jest taka, że KOTY SĄ NAJWAŻNIEJSZE. To jest aksjomat obowiązujący w świecie kotów; ich najważniejszość nie podlega żadnym negocjacjom; koci software nie przewiduje stanu kompromisu. Kompromis jest fenomenem ludzi, ponieważ jego fundamentem może być:
a/ rozum i powściągliwość
b/ głupota i pazerność

Dlatego kompromis dzieli się na:
1. Rozsądny
2. Zgniły

Koty nie osiągają tak złożonych stanów psychologicznych. Poprzestają na żarliwym, egocentrycznym CHCĘ TERAZ. Dlatego słysząc dyskretne drapanie nawet nie raczę unieść głowy i zapadam w głębszy sen. Dopóki nie robią wiekszego hałasu, to nie ma się po co spinać. One pragną tylko zaznaczyć swoją OBECNOŚĆ.

Co innego, gdy zdarzy mi się zaspać. Przespanie godziny karmienia stada jest traktowane jako naruszenie praw kotów, co pociąga za sobą spektakularne demonstracje. I nie ma – jak już rzekłam – żadnych negocjacji, żadnych „dajcie pospać” albo „mam migrenę”.

O ósmej zaczyna się inwazja. Najmniejsza i najlżejsza Panna Kota wdrapuje się na blaszane pokrycie daszku nad schodami. Rozpoczyna sekwencję stepowania, i chociaż jest naprawdę wagi piórkowej, to blacha stukrotnie wzmacnia jej obłąkany taniec. Następny akt należy do Pana Plamki, z wielkim łoskotem lądującego na zewnętrznym parapecie. Za nim po ścianie wspina się Anielka, wdrapuje się po plątaninie winorośli i zawisa tuż pod ramą okienną, wczepiona w deskę.

Kolej na występy braci: Czesiek i Bolek bardzo się od siebie różnią charakterem (jak bracia Kurscy na przykład), ale potrafią współpracować, gdy chodzi o należną im miskę karmy. Tak, potrafią zrobić piekielny hałas, odkąd odkryły akustyczne właściwości styropianu pokrywającego zachodnią ścianę. Podczas, gdy te najmłodsze, roczne koty demolują chałupę, starsze czają się w progu, wyczekując chwili, w której pojawię się w drzwiach z miną wyrażającą poczucie winy zmieszane z poczuciem krzywdy. (Ambiwalencja jest częstym stanem wywoływanym przez koty.)

Zośka i Owca wpadają do sieni jak futrzane torpedy, przecierając szlak dla Wielkiej Babki Rodu, czyli Buni. Bunia nie wpada, ona wkracza. I nic jej nie powstrzyma. Rzuca mi pogardliwe spojrzenie, a jeśli z jakiegoś powodu nie zdążyłam napełnić miseczki, mogę oczekiwać słodkiej zemsty. A pomysłowa jest i z natury dowcipna, więc gdy schowa moje skarpetki głęboko pod łóżkiem, będzie się z kocią rozkoszą przyglądać poszukiwaniom. I żadnej podpowiedzi, żadnego „ciepło – zimno”. Ta kotka potrafi się ironicznie śmiać samymi oczami. Nie mówicie mi, że antropomorfizuję, bo ja wiem, że antropomorfizuję, ale wiem też, co widzę. A widzę Kota, Który Ma Charakterek.

Pan Owca, który nie dostał szansy by stać się Łowcą, to z kolei Kot, Który Mówi. Wprawdzie jeszcze niewiele zna słów, ale za to bardzo wyraźnie potrafi powiedzieć „ajaja ma ma”. Przerażające, prawda? Tak, został wykastrowany, prawidłowo kojarzycie. Teraz może się rozwijać intelektualnie.

Jego siostra Zośka to Kot Przytulanka. Słodka kicia, gotowa wdrapać się po nodze (wbijając pazury w skórę), żeby tylko wlepić się w człowieka. Do niedawna była z nami Kropka. Samotnica, nieodgadniona, czasem słodka, czasem autystyczna, lekko niepokojąca. Szara, niepozorna, niedoceniona. Ale zniknęła. Wiecie, koty żyjące swobodnie czasem znikają. Mogą wrócić. Albo nie.

Moje koty są wolne, ale ja nie jestem. Nigdy nie sądziłam, że stanę się zakładniczką kotów. Nie taki był mój plan, lecz moje plany zazwyczaj doznają kontuzji w konfrontacji z kotami. Koty są przecież najważniejsze. Apolityczne od początku do końca. W odróżnieniu ode mnie.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 2 października 2018 r.

Reklamy